Dzisiaj w moim mieście jest kolejna pielgrzymka i od rana dookoła mojego bloku kręci się pełno ludzi, a przez okno wpadają mi do pokoju dźwięki z mszy... Dlatego żeby tego nie słyszeć, zajmę się czymś pożytecznym - pisaniem notki! :) A jako, że ostatnie nie były w pełni kosmetyczne, dzisiaj czas na recenzję produktu, którego używam już bardzo długo.
A mowa o błyszczyku XXXL shine gloss firmy Essence:
| widać, że używam go już długo :)) |
Swoją drogą trochę dziwnie mi recenzować błyszczyk, to taki zwykły kosmetyk, no ale spróbuję.
Mój egzemplarz w kolorze 18 sparkling papaya kupiłam na początku kwietnia, po świętach Wielkanocnych za całe 7,49 zł w Naturze. Przez ten czas używałam go jako mojego jedynego błyszczyku, gdyż nie lubię dublować produktów takich jak ten (wszystkie dają podobny efekt).
Od błyszczyku oczekuję, żeby delikatnie podkreślał usta, drobinki mi nie przeszkadzają (swojego czasu byłam zagorzałą fanką mocno błyszczącego produktu z AA). Nie przepadam za produktami klejącymi się, ten tego nie robi. Trzyma się zależnie od tego, co robimy. Na pewno z 2 godzinki, potem powoli zaczyna schodzić.
Aplikator jest prosty i nabiera odpowiednią ilość produktu (jedynie teraz, pod koniec muszę dwa razy maczać). Sam produkt ma lekko brzoskwiniową barwę i daje lekką poświatę tego koloru na ustach (czego oczywiście na zdjęciu nie będzie widać). Zawiera w sobie sporo drobinek, ale nie są bardzo nachalne.
Opakowanie jest proste i przezroczyste, dzięki czemu widzimy ile błyszczyku z początkowych 5 ml nam pozostało. Dziurka, przez którą wydostajemy produkt jest w miarę szeroka, przez co pod koniec można łatwo wybrać jego resztkę.
Zapach uważam za przyjemny, owocowy, ale nienachalny, po niedługim czasie już go nie czuć. Smak typowo chemiczny, nie kusi do oblizywania ust.
Przed i po:
Ogólnie jestem zadowolona z błyszczyku, o czym świadczy fakt, że kupiłam następny, tylko że z wycofywanej serii XXXL nudes. Okazało się, że kolor, który wzięłam na przecenie, wszedł na stałe do oferty XXXL shine jako nowość pod tą samą nazwą z innym numerkiem.
Polecam go wszystkim, którzy nie wymagają od błyszczyka wielogodzinnej trwałości. Starczył na długo, dawał ładny efekt - czego chcieć więcej?
Dalej myślę nad tym Sleekiem.. Najchętniej wzięłabym i OSS i Storm. :))
Buziaki,
Karo.



